Zwycięstwo brzucha nad rozumem

Parada Syrenek na Coney Island
Parada Syrenek na Coney Island Piotr Milewski
Disneyland w Orlando na Florydzie został zmuszony do zamknięcia pawilonu promującego zdrowe żywienie i gimnastykę. Zaprotestowali rodzice... otyłych dzieci.

Do siedzenia przed telewizorem i objadania się byle czym zniechęcała najmłodszych trójka antybohaterów: Zagryzacz, Ołowiany Tyłek i Żarłok. Do ćwiczeń zachęcali: Kali Stenika i Osiłek Woli. W imieniu oburzonych rodziców zaprotestowało Krajowe Stowarzyszenie na rzecz Postępu w Akceptowaniu Tuszy. Oświadczenie działaczy mówi, że „Disney powiela stereotypy, na których bazują dręczyciele otyłych dzieci, utrwalając cykl prześladowań, depresji, zaburzeń odżywiania, a nawet samobójstw.” Według stowarzyszenia, wielogodzinne wysiadywanie przed komputerem czy objadanie się powinno być ośmieszane na przykładzie bohaterów... chudych. Disney wystraszył się pikiet przed lunaparkiem i pawilon zamknął. Polityczna poprawność odnosła kolejne zwycięstwo. A wraz z nią cukrzyca, choroby układu krążenia, kości i stawów oraz nadciśnienie.

Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi co się ma. Badania wskazują, że tylko 24 procent Amerykanów uważa osoby otyłe za mniej atrakcyjne niż szczupłe. Dwadzieścia lat temu było ich 55 procent. W miarę zwiększania się ciężaru statystycznego mieszkańca USA, rośnie aprobata wobec tuszy. A statystyczny Amerykanin tyje w sposób zastraszający. Nadwagę ma obecnie trzy czwarte dorosłych i jedna trzecia dzieci, ale nadwaga to małe piwo. Szybko zwiększa się liczba tak zwanych otyłych monstrualnie czyli osób cięższych niż przewiduje norma o co najmniej 45 kilo.

Najwięcej mieszka na południu USA, gdzie podstawą diety są hamburgery, smażone kurczaki, żeberka i frytki, a klimat utrudnia gimnastykę. Tam właśnie sanitariusze i strażacy coraz częściej mają problemy z ratowaniem otyłych ziomków. W wielu stanach służby publiczne kupiły dźwigi sklepowe do umieszczania ich w karetkach. Gorzej jeśli monstrualnie otyły chory mieszka na piętrze, i nie mieści się w drzwiach, lub jest szerszy niż schody. Trzeba go wówczas spuszczać z okna dźwigiem strażackim.

Z powodu chorób wywołanych nieprawidłowym żywieniem, umiera rocznie 400 tysięcy Amerykanów. Co ósmy mieszkaniec Nowego Jorku za sprawą obżarstwa choruje na cukrzycę. Modne na początku lat 90., bary sałatkowe upadły z braku popytu. Sałatkę jako danie główne zamawia obecnie 5,5 procent mieszkańców USA. Tylko 26 procent nie jada chipsów, batoników, orzeszków i innych wysokokalorycznych łakoci. Amerykanie siedzą w fotelach i zajadają się na śmierć, a ponieważ od dzieciństwa psychologowie wpajają im przekonanie, że najważniejsza w życiu jest samoakceptacja, stopniowo naginają do rzeczywistości swój gust. I – jak widać na przykładzie Disneya – zdrowy rozsądek.
Trwa ładowanie komentarzy...